Piszę o małych i większych wydarzeniach. które skłaniają mnie do refleksji. O przeczytanych książkach, które są tego warte. O drobnych przyjemnościach i szczęśliwych momentach - żeby nie umknęły i zostały zauważone - przeze mnie...
Wyjechałam sobie w podróż. A co! Nie napiszę, że podróż życia, bo takie mam nadzieję jeszcze przede mną.
Naładowałam baterie. Chyba do wiosny wystarczy.
Wyjechałam mroźną zimą. A wracam i co? Krokusy, przebiśniegi, fiołki (??!!) na moim zagonku przed drzwiami.
Mam koleżankę na Teneryfie. Jeszcze z czasów liceum. Ostatnio na żywo widziałyśmy się tuż po maturze. Potem ona wyjechała. Przez ten cały czas miałyśmy kontakt kiedyś listowny, później mailowy. I wreszcie po latach postanowiłam skorzystać z jej zaproszenia. A w ogóle tego nie planowałam. Owszem - kiedyś może za rok, może za dwa. I tak się jakoś wszystko poukładało, że decyzję podjęłam w ciągu jednego dnia. A właściwie w ciągu paru godzin... A tak naprawdę w ciągu kilkunastu minut... A że było ze mną już całkiem źle - to się po prostu nie zastanawiałam.
Wróciłam i powiem tak - mam czysty umysł.
Czysty jak u niemowlaka.
Moja koleżanka pokazała mi coś, o czym jakoś ostatnio zapomniałam.
Że można żyć sobie beztrosko i cieszyć się życiem.
Moja koleżanka pracuje w aptece. Ale praca do tylko dodatek. Do jej życia.
Zapomniałam, że tak można. A właściwie, że tak trzeba.
Obejrzałam film "Melancholia" Larsa von Triera i zapadłam się w otchłań nicości.
To był taki piękny koniec świata. Poczułam się jak po przeczytaniu "Drogi".
Jakoś tak już mam, że najbardziej przemawiają do mnie takie katastroficzne obrazy. Czuję się wtedy częścią całości. Częścią całego świata. Myślę sobie wtedy - nie tylko ja jestem sama. Są też inni. Jest nas wielu. Jestem częścią całej grupy. Przynależę gdzieś.
Nareszcie.
Staram się odbudowywać relacje z moimi znajomymi, których od miesięcy zaniedbywałam. Izolowałam się. Teraz odpracowuję. W swoim domu bywam gościem. Lub mój dom gości niezliczone ilości gości...
Brak czasu dla siebie. Brak czasu na myślenie.
Ma to swoje zalety. Tymczasowo.
Spotkanie towarzyskie, które się odbyło
Większa grupa osób. Rozmawiamy. Wspominamy. Śmiejemy się. Obserwuję parę moich przyjaciół. Skupiam nagle na nich uwagę. Coś mnie uderzyło. Coś zaniepokoiło.
Dlaczego oni są tacy zadowoleni? Bije z nich entuzjazm i radość życia. Spijają słowa z ust swoich rozmówców. Są tacy zainteresowani. Są tacy rozentuzjazmowani. Wszystko ich bawi i cieszy. Znamy się od lat. Właściwie jeszcze z dzieciństwa. Nigdy dotąd nie zauważyłam, że są tacy szczęśliwi.
No tak pomyślałam – każdy jest kowalem swojego losu. Oni zasłużyli i zapracowali.
Humor mi się zepsuł. Poczułam irytację. Poczułam ból. Poczułam żal (do samej siebie?). Przyznaję otwarcie. Nie jestem ideałem.
Spotkanie towarzyskie, którego nie było
Telefon.
- Nie gniewaj się na mnie, ale nie przyjadę – powiedziała koleżanka, którą planowałyśmy babski wieczór. Głos jej się załamał.
- Nie jestem w stanie. Jestem wykończona nerwowo. Jeszcze rano tak się cieszyłam na nasze spotkanie… Prawda jest taka, że czasem jest dobrze, bo o tym wszystkim nie myślę. Ale najczęściej jestem w stanie takim jak dzisiaj. Właściwie codziennie, od wielu miesięcy. Ona mnie do tego doprowadza.
- Nienawidzę jej. Nienawidzę jej i czasem marzę, żeby sobie poszła. Po prostu poszła i nigdy nie wróciła. Nie mogę pojąć, naprawdę nie mogę pojąć jak mogłam wychować takiego potwora, który robi mi taką krzywdę. Nie zasłużyłam na to. Wiem, że nie zasłużyłam – powiedziała o swojej córce już z płaczem.
I znów poczułam ból. I żal.
A moja koleżanka uważa, że to ja jestem szczęśliwa. Że nie mam takich problemów.
I pewnie czasem też tak mi się przygląda, jak ja wczoraj moim przyjaciołom...
Każdego dnia odkrywam coś nowego
Żyję z pasją
Potrafię zmienić swoje życie
Żyję dynamicznie
Rozwijam swoje marzenia
Życie mnie fascynuje
Potrafię panować nad swoimi myślami i uczuciami
Potrafię cieszyć się z rzeczy małych i codziennych
Cieszę się życiem
Jestem otwarta na nowe doświadczenia
Rozpiera mnie energia
Mam mnóstwo znakomitych pomysłów
Przyciągam do siebie ciekawych ludzi
Potrafię przełamać rutynę
Spontaniczność jest stylem mojego życia
Radość czerpię z życia garściami
Moje życie jest pasjonujące
Cokolwiek robię, robię to z entuzjazmem
Jak już kiedyś wspomniałam, że od jakiegoś czasu w różnych miejscach poszukuję pomysłu na sens i cel mojego istnienia…
Gdzieś w sieci trafiłam na nagranie z powyższymi afirmacjami. Posłuchałam ich. Słucha się bardzo przyjemnie. Nawet zaczyna się wierzyć, że wszystko jest możliwe…
Potem spisałam sobie te afirmacje. Poczytałam i doszłam do przygnębiającego wniosku.
Każda z nich jest mi potrzebna.
Żadnej nie mogę ostatnio odnieść do siebie samej.
Kiedyś było ze mną inaczej.
Jedno jednak w końcu zrozumiałam.
Chyba czas w końcu spróbować wrócić do formy.
Tylko czy takie afirmacje kiedyś komuś pomogły?
Ale tak sobie myślę, że już chęć zmiany jest dobrym objawem. I póki co zaczęłam od bujnego życia towarzyskiego, którego jestem inicjatorką:)
- Co robisz w sylwestra?- pyta siostra – bo jak chcesz możesz wpaść do nas.
- Dzięki, ale idę do koleżanki pierwszej.
- Co robisz w sylwestra? - pyta mama - przyjedź jak masz ochotę, bo siedzimy w domu.
- Jestem już umówiona. Idę do koleżanki pierwszej.
- Wsiadaj w samochód i przyjeżdżaj do nas – namawia przez telefon kuzynka.
- Nie mogę. Jestem już umówiona z koleżanką pierwszą.
Koleżanka pierwsza mieszka w innej miejscowości, więc się nie dowiedzą prawdy. Rozmyślam przebiegle.
- Przyjdziesz do nas w sylwestra?- zaprasza koleżanka pierwsza (którą znamy już z powyższych dialogów).
- Dziękuję za zaproszenie, ale wy tym roku jadę do siostry.
- Wpadnij. Będą różni znajomi... – namawia koleżanka druga.
-Przykro mi. Nie mogę. Jestem już umówiona z siostrą.
Siostra mieszka w innej miejscowości, więc nie dowiedzą się prawdy. Rozmyślam przebiegle.
I tak oto jestem dziś sama. Nie licząc psa, dwóch pająków i biedronki.
Już rok temu tego próbowałam. Ale nie byłam taka przebiegła. W swojej naiwności postanowiłam mówić wszystkim prawdę.
Że chcę być sama.
Że mam coś do przemyślenia.
Że to przecież nic takiego.
Że to przecież tylko jedna noc z wielu innych.
I jak się to skończyło? Można się domyślić…
Podczas wigilii niektóre osoby w rodzinie życzyły mi nowego przyjaciela.
Uderzyło mnie to. Zabolało.
Wieść się rozeszła.
Nikt nie śmie mi życzyć własnej rodziny.
Wróciłam do domu. Cztery ściany i pustka. Nie licząc psa, dwóch pająków i biedronki:)
I na kilka godzin się zatraciłam. W poczuciu beznadziei.
Spotkania rodzinne bywają takie przygnębiające. Przypominają mi jakie moje życie jest puste.
Ale nastał nowy dzień. A człowiek jest taki mało pamiętliwy. Już zapomniałam.
Już znowu będzie mi się wydawało, że moje życie jest całkiem normalne.
Przynajmniej do następnych świąt.
Oglądam właśnie film "Między słowami".
I tak jak bohaterowie zastanawiam się - jak wypełnić pustkę w moim życiu.
By nie czuć już więcej jej gorzkiego posmaku.
Oto jeden z nielicznych filmów, które mogę oglądać na okrągło. Wciąż od nowa.
Dobrą alternatywą na różnorakie problemy jest życie w światach równoległych. Tak jak w przypadku Aomame i Tengo. Tylko, że oni znaleźli się w świecie równoległym nie ze swojej woli.
JEDNAK BYŁO IM TO POTRZEBNE.
A ja sobie swój może stworzę? Też potrzebuję...
Kolejna kusząca perspektywa.
A przede mną póki co kolejna kusząca część trzecia trylogii „1Q84” Murakamiego.
Prawda jest taka, że jakiś czas temu, w sumie całkiem niedawno, ktoś w pewien piękny słoneczny dzień wpłynął na moje życie.
Uświadomił mi prawdę ostateczną. Nie pozostawił złudzeń.
I zmienił moje myślenie o sobie samej. I o sensie mojego istnienia.
Dla niektórych to nic takiego, bo sami podjęli taką decyzję. Ale nadal mają WYBÓR. Szczęśliwcy.
Ja tej decyzji nie podjęłam. I wybór już nie należy do mnie.
Gdy dowiedziałam się, że to koniec. Że własnego dziecka nigdy mieć nie będę, straciłam całkiem grunt pod nogami. Do tego momentu nie było to dla mnie tak ważne. Bo wydawało mi się, że wszystko przede mną. Że zawsze mam przecież wybór. Sama mogę podjąć tę decyzję. Gdy okazało się, że nie mam już na nic wpływu, nagle wszystko co robię i kim jestem straciło sens i wartość.
Całe życie zmarnowane. Istnienie ludzkie bez perspektyw.
Po głowie zaczęła mi krążyć obsesyjna myśl, że tylko posiadanie własnego dziecka, przekazanie swoich genów, jest sensem życia człowieka. Przestałam widzieć jakikolwiek inny sens.
Budziłam się co rano przerażona. Z myślą, że nikomu nie jestem potrzebna. Że żyję nie wiadomo po co. Że jestem pusta i moje życie jest puste. Zawiodłam. Nie będzie kontynuacji rodziny.
Jeden dzień, jedna wiadomość wystarczyła żeby to, co było dotąd dla mnie ważne stało się nic nie warte. A to co dotąd nie grało większej roli, stało się wartością nadrzędną.
Obsesja.
Uczę się z tym żyć.
Szukam podpowiedzi.
Na razie jednak jedyne czego się nauczyłam to wyparcie.